Chyba już nastał czas, aby napisać kilka szokujących ciekawostek na swój temat. Czy będą zaskakujące czy nudne – sami zadecydujcie, ale jestem przekonana, że wiele osób tego o mnie jeszcze nie wiedziało!

Każdy ma jakieś swoje sekrety, swoje uzależnienia lub swoje za uszami. Ja niestety także. Jest kilka kwestii, którymi zazwyczaj się raczej nie chwalę, bo zwyczajnie nie ma czym. Nie, nie boję się krytyki, ale po prostu po co? (: Zobaczcie sami.

PO PIERWSZE

Lubie piwo!
Tak, naprawdę lubię piwo, oczywiście jak na kobietę przystało szczególnie słodkie piwa, ale inne także. Główną zasadą podczas naszych podróży jest „spróbowanie lokalnego piwa!”. Problem był w Dubaju, gdzie alkohol jest wręcz zakazany, ale… w każdym innym kraju lokalne piwo… albo raczej piwa, zaliczone! Nie jestem fanką kolorowych drinków (choć także nie pogardzę), a właśnie piwa. NIESTETY bywa tak, że do wieczornego serialu wypijam piwo dziennie, ot na dobry sen. Nie polecam, to niezdrowe (chociaż nerki mam na pewno w idealnym stanie!). Moje ulubione: Miodowe z mini browaru Spiż we Wrocławiu, Ciechan Miodowe, Fortuna Czarne, Lwówek Malinowe, Ciechan Pszeniczne. Smacznego!

PO DRUGIE

Nie jem mięsa!
Udało się i w końcu mogę pochwalić się w 100%, że nie jem już w ogóle mięsa! Przygotowałam się do tego dokładnie, czytałam wiele na ten temat – polecam to każdemu, kto planuje przejść na wegetarianizm lub weganizm lub już to zrobił i nie przygotował się dokładnie. Przygotowałam się do dodatkowej suplementacji witamin, które zawierają tylko produkty zwierzęce (na przykład witamina B12) i oto jestem pełnoprawną wegetarianką. Weganką… na razie nie chcę zostać. Produkty pochodzenia zwierzęcego mi nie przeszkadzają, mięso mnie wręcz odrażało (nie lubiłam jeść mięsa, źle się czułam po bardzo mięsnym daniu, jak widziałam mięso w obiedzie to momentalnie psuł mi się nastrój).

PO TRZECIE

Boję się latać!
Tego na pewno o mnie nie wiecie. Wydaje się to nie do uwierzenia, bo przecież latamy co chwilę, daleko i blisko, ale to prawda. Jestem sparaliżowana przed każdym lotem, a już tydzień wcześniej nie mogę spać w nocy. To straszne uczucie. Niestety lub stety nie powstrzymuje mnie to przed planowanie kolejnych podróży. Zwykle po „bardzo ciężkim” locie (czyli właściwie każdym (: ) przeżywam go jeszcze kilka dni opowiadając bez przerwy jak to było strasznie i tragicznie mogło się skończyć, ale już na drugi dzień od wylądowania na Ziemi (uhhh… cudowne uczucie!) już szukam kolejnych ciekawych ofert, ciekawych miejsc, tanich biletów i okazji. Mąż ma ze mną przechlapane (ale przynajmniej pozwiedza troszkę Świata!). Nigdy nie chce siedzieć obok mnie w samolocie (:

PO CZWARTE

Zawsze trzymam pod poduszką skarpetki!
Wiem, to dość dziwne wyznanie. Niestety całkiem prawdziwe. Mam tak od kiedy pamiętam, muszę mieć zawsze skarpetki przy sobie. Wydaje mi się, że po to, gdyby zrobiło mi się zimno w nóżki to je założę od razu, bez wychodzenia z łóżka. Generalnie tak się chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło lub kiedyś może… nie pamiętam. Czuję się z nimi bezpieczniej i lepiej mi się śpi (uwaga! są czyste!), a to chyba w tym wszystkim najważniejsze.

PO PIĄTE

Jestem w stanie dotknąć każdego stworzenia!
Mam tak od dziecka. Jestem jedynaczką i musiałam zawsze sama organizować sobie zabawy co świetnie mi wychodziło. Bawiłam się więc w łapanie jaszczurek, w łapanie samców żab na samice przywiązane do sznureczka (w okresie godowym samce sczepiają się z samicami tak mocno, że na jedną samicę udawało mi się złapać kilku samców w jeden dzień…), wychowywanie kijanek, sprowadzanie do domu każdego biednego pieska czy kotka napotkanego „przypadkiem” na ulicy.

Teraz wygląda to tak, że mam kota, ale planuję już mieć sryliard innych zwierząt – od psów zaczynając, na kozach, koniach i kurach kończąc. I oczywiście rybki, najlepiej te morskie. Rodzina już nie ma siły (: Ale wracając do kota, kotek mieszka w domu, ale spaceruje na dworze (tak, dwór – wielkopolska ;-)) i nie raz, nie dwa zdarzało mu się przynieść pod okno „nagrodę” dla Pani i Pana. Niestety czasami przypadkiem zostaje wpuszczony do domu z takową nagrodą w pyszczku… no i a to myszka biegała po domu, a to wielka zielona jaszczurka. Mąż tylko wzywa jak jakiś bliżej nieokreślony stworek zaczyna tuptać po podłodze, od razu wkraczałam do akcji. Zazwyczaj myszkę wynoszę za ogon, a jaszczurkę chwytam pod pachy. Pająka też wynoszę na dwór za nóżki, broń Panie Boże zabijać!

o mnie

To tylko krótka lista o mnie. Czego jeszcze o mnie nie wiecie? Mam jeszcze sporo takich słodkich tajemnic, którymi na pewno pewnego dnia „osłodzę” wam życie.

CMOK,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *